O autorze
Warszawiak rodem i z przekonania, ale z nie jednego pieca chleb jadł. Olsztyn go wychował, Triest tchnął w niego ducha, a Berlin ukształtował jako bystrego obserwatora rzeczywistości. Lubi podróżować autokarem i jeść golonkę w małej restauracji przy berlińskiej Schönholzer Straße.

Nasze córki, nasi synowie

TVP nie powinna emitować serialu "Nasze matki, nasi ojcowie". To opinia liderów Prawa i Sprawiedliwości. Politycy PiSu proponują dobrze znaną logikę uczestniczenia w debacie publicznej. Wiedzieć o czym się mówi? To przejaw nadgorliwości, albo ekstrawagancji. Opinię o kontrowersyjnej książce lub filmie należy budować wsłuchując się w jedynie słuszne wypowiedzi wodzów "swojej" partii. Alternatywnie można przeczytać recenzję w "swoim" czasopiśmie.

Serial "Nasze matki, nasi ojcowie" od kilku tygodni ożywia debatę publiczną w Polsce i w Niemczech. W poniedziałek, wtorek i środę kolejne odcinki pokazuje telewizyjna Jedynka. Według posła Mariusza Błaszczaka film "w sposób kłamliwy opisuje działalność Armii Krajowej". Duża część polskich odbiorców serialu jeszcze nie widziała. Czy powinni wierzyć na słowo politykowi PiS?



Nawet największym fanom posła Błaszczaka proponuję zaryzykować i spróbować wyrobić sobie własną opinię. Tylko oglądając serial możemy się przekonać czy zarzuty wobec jego twórców są słuszne. Media publiczne spełniają swoją rolę umożliwiając odbiorcom wyrobienie sobie własnego zdania. Zapewnienie dostępu do źródeł tematów aktualnej debaty to jedno z ich podstawowych zadań.

Nie zgadzam się z opiniami typu: "polska telewizja, opłacana z abonamentu powinna pokazywać tylko i wyłącznie wartościowe i mądre materiały". Nic nie poradzimy na to, że przedmiotem zainteresowania ludzi stają się czasem rzeczy "mniej wartościowe" lub "mniej mądre". O takich też trzeba informować. Czy serial ZDFu to przykład kinematografii klasy B? Pozostaje nam się przekonać na własne oczy.

Jednym z największych plusów decyzji o emisji "Naszych matek..." będzie transmitowana przez TVP dyskusja znawców problematyki polsko-niemieckiej. Pojawił się pretekst do zorganizowania debaty, która ma szansę przyciągnąć masową uwagę widzów. Szarota, Gnauck, Krzemiński - jakoś nie boję się o jakość ich dyskusji. Cieszy też zapowiedziana obecność Piotra Semki, który jako jeden z pierwszych polskich publicystów rzeczowo pisał o kontrowersyjnych aspektach serialu.

Paweł Moras, dyrektor Polsko Niemieckiej Współpracy Młodzieży proponuje Polakom i Niemcom nakręcenie własnego filmu - odpowiedzi na "Nasze matki...". W materiale Ewy Walczak w poniedziałkowym Info Dzienniku w TVP INFO podsuwa nawet pomysł na tytuł - "Nasze córki, nasi synowie". Jaki miałby to być film? Pozostaje nam się domyślać.

Mógłby to być obraz o ostatnich dwudziestu latach polsko-niemieckich wymian młodzieży. Mógłby to być dokument o licznych po obu stronach Odry polsko-niemieckich małżeństwach. A może film o mało znanej historii "polskiego Berlina". Czy tego rodzaju projekt ma szansę powstać? Tylko wtedy gdy Polacy i Niemcy nie będą sobie odbierać prawa głosu.
Trwa ładowanie komentarzy...