O autorze
Warszawiak rodem i z przekonania, ale z nie jednego pieca chleb jadł. Olsztyn go wychował, Triest tchnął w niego ducha, a Berlin ukształtował jako bystrego obserwatora rzeczywistości. Lubi podróżować autokarem i jeść golonkę w małej restauracji przy berlińskiej Schönholzer Straße.

W strugach deszczu

Wybory we Włoszech już w niedzielę i poniedziałek. Od kilku dni w wielu regionach kraju pada deszcz i śnieg. Włosi udadzą się do urn wyborczych w ciepłym płaszczu i z parasolem w ręku. Metafora banalna, ale jakże prawdziwa: depresyjna pogoda będzie odpowiadać nastrojom wielu z nich.

Kampania wyborcza w kraju dotkniętym kryzysem miała swoją specyfikę. Sporo mówiło się o podatkach, bezrobociu czy sytuacji młodych na rynku pracy. To tematy istotne dla ludzi i dość wygodne dla polityków wprawionych w telewizyjnych debatach. Nieco mniej chętnie dyskutowano o obniżających się pensjach i fatalnych nastrojach w społeczeństwie zmuszonym do radykalnych cięć wydatków.



Dowodów na pesymistyczne nastroje dostarczył opublikowany pod koniec stycznia raport instytutu Eurispes. Według 80% badanych ogólna sytuacja ekonomiczna kraju uległa pogorszeniu w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Ponad połowa ankietowanych była przekonana, że kryzys będzie się pogłębiać. Niemal 80% Włochów twierdzi, że nie jest w stanie oszczędzić nawet małej sumy pieniędzy. O 10% wzrosła też liczba zaciąganych kredytów – w większości tych potrzebnych do spłacania już zaciągniętych zobowiązań.

Na przedwyborcze nastroje wpływa też zniecierpliwienie skostnieniem istniejących układów politycznych. Bój o pierwsze miejsce w wyborach rozgrywa się, jak zawsze, pomiędzy koalicjami zgromadzonymi wokół Ludu Wolności i Partii Demokratycznej. Włosi z ostrożną ciekawością przyglądają się nowym graczom. Niezwykle popularny w Brukseli Mario Monti, we własnej ojczyźnie jest traktowany jedynie jako „jeden z wielu”. O wiele większe emocje budzi populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd Beppe Grillo. Jego skuteczność na arenie ogólnokrajowej to jednak wielka niewiadoma.

Wielu Włochom sen z powiek spędza powrót Silvio Berlusconiego do czynnego uprawiania polityki. Wydawało się, że głośna dymisja pod koniec 2011 r. zakończy jego polityczną karierę. "Włochy wreszcie zostały uwolnione!" - tak cieszyli się przeciwnicy Cavaliere i ogłaszali koniec ery w historii kraju. Kilka dni temu słynny autor „Gomorry” - Roberto Saviano napisał na Facebooku: „(...) kiedy myślę, że kolejny raz Berlusconi może wygrać wybory, nie mam już sił by zrozumieć ten kraj”.

Ten sam Saviano poprosił swoich czytelników o pomoc w napisaniu artykułu o kupowaniu głosów wyborczych. Wyniki sondy przeszły najśmielsze oczekiwania. Jeśli wierzyć fanom dziennikarza, w zeszłym roku podczas wyborów regionalnych w Civitavecchia oferowano 50 euro za głos na kandydata na burmistrza. W innych miejscach za zorganizowanie kilku głosujących można było odebrać lodówkę. Jedna z czytelniczek opowiadała o kłótni z kuzynem, działaczem Ludu Wolności. Domagał się oddania głosu na swoją partię przypominając pomoc w załatwieniu pracy na zmywaku w restauracji.

„Wysłać polityków do domu” to slogan powtarzany we Włoszech od lat. Wydaje się, że dziś wierzą w niego tylko zwolennicy Ruchu Pięciu Gwiazd. Ugrupowanie z pewnością zgarnie wiele głosów w wyborach. Czy Ruch okaże się nową jakością w polityce? Jego przyszłość da się przewidzieć co najwyżej w perspektywie kilku najbliższych miesięcy. Tematem numer jeden są dziś dla Włochów własne kłopoty finansowe, troska o utrzymanie pracy i spłata zaciągniętych kredytów. Dominująca postawa to „spokojnie, dotrwajmy do końca kryzysu”.
Trwa ładowanie komentarzy...