O autorze
Warszawiak rodem i z przekonania, ale z nie jednego pieca chleb jadł. Olsztyn go wychował, Triest tchnął w niego ducha, a Berlin ukształtował jako bystrego obserwatora rzeczywistości. Lubi podróżować autokarem i jeść golonkę w małej restauracji przy berlińskiej Schönholzer Straße.

O polsko-niemieckiej miłości

„Partnerskie relacje? Pic na wodę. Jak będą chcieli to i tak nas wykiwają”. To pierwsza opinia jaką usłyszałem o zakończonym wczoraj Forum Polsko-Niemieckim. Realizm? Twarde stąpanie po ziemi? A może jednak typowe myślenie życzeniowe?

Już dawno nie słyszałem o miłości w kontekście politycznym. Tymczasem wczoraj nawiązał do niej Władysław Bartoszewski otwierając szesnaste już Forum Polsko-Niemieckie. Według niego celem wspólnej polsko-niemieckiej przyszłości nie powinna być miłość, ale normalność, "a normalność to dyskusja, wymiana poglądów, a niekiedy także i spór, który trafia się przecież też w rodzinie" – mówił profesor.



Klasykiem w temacie miłości jest oczywiście Donald Tusk. Ogłaszając parę lat temu „politykę miłości”, premier wiedział co mówi. Wielu Polaków wydaje się domagać wyższych uczuć nawet w tak skomplikowanej sferze jak relacje międzynarodowe. Jak inaczej rozumieć przywołany wyżej komentarz - „Jak będą chcieli to i tak nas wykiwają”? Wczoraj o polsko-niemieckiej miłości nikt nie mówił na poważnie. O polsko-niemieckiej przyjaźni już tak.

Forum Polsko-Niemieckie to ważna impreza bo spotykają się na nim niemieccy przyjaciele Polski i polscy przyjaciele Niemiec. Po obu stronach Odry jest bardzo wielu i jednych i drugich. Polaka przybywającego do Berlina zaskoczy liczba Niemców mówiących po polsku. Pojawiają się na polsko-niemieckich imprezach, mają polskich partnerów i przyjaciół. W Niemczech nie panuje międzynarodowa idylla. Koncepcja multikulti już dawno została zdemaskowana jako mrzonka. W niemieckim wielokulturowym społeczeństwie Polacy mają jednak swoje pewne miejsce. Zawdzięczają je w dużej mierze niemieckim przyjaciołom.

Postulowana przez Bartoszewskiego normalność staje się faktem także w Polsce. W niedawnym artykule na łamach „Die Welt” Gerhard Gnauck przypomniał ciekawą opinię o turnieju Euro 2012. Niemieccy kibice przyjechali do Warszawy kibicować swojej drużynie. Wyposażeni we flagi skandowali „Deutschland, Deutschland”. To wszystko na środku ulicy. Pewien historyk skomentował to słowami: „Zobaczyłem koniec drugiej wojny światowej”.

Tematem tegorocznego Forum Polsko-Niemieckiego była energetyka. Temat trudny chociażby ze względu na Gazociąg Północny, w sprawie którego Niemcy i Rosjanie dogadali się ponad naszymi głowami. Na co mogą liczyć Polacy w staraniach o bezpieczeństwo energetyczne swojego kraju? Przede wszystkim na samych siebie. Rozwijanie własnego potencjału gospodarczego i intelektualnego to podstawa budowania silnej pozycji kraju. Kolejnym nieodzownym warunkiem jest zaufanie partnerów.

„Ambitne rozwiązania energetyczne możemy zrealizować tylko wspólnie z naszymi partnerami i rząd niemiecki jest o tym głęboko przekonany” – mówiła wczoraj Cornelia Pieper – koordynatorka niemieckiego MSZ do spraw współpracy z Polską. Wypowiedź, nie oszukujmy się, dyplomatyczna. Zapewnienia o bezwarunkowej solidarności energetycznej z naszym krajem nie usłyszymy i nie powinniśmy się jej domagać. Zwróćmy jednak uwagę, że przyjazne słowa pod adresem Polski padły z ust przyjaciółki Polski - Cornelii Pieper. A to doskonały prognostyk na przyszłość.
Trwa ładowanie komentarzy...