alemaniak - BLOG

O autorze ↓

"Dla tego kraju już nie istniejemy"

Strażnicy i więźniowie między którymi nieustannie dochodzi do spięć. Bójki, awantury, samookaleczenia. Dziennikarze włoskiej La Repubbliki dotarli do wybudowanego przed rokiem ośrodka dla nielegalnych imigrantów. Ośrodka fikcji europejskiej polityki imigracyjnej.

Zachodnie wybrzeże Sycylii. Trapani, ponad 70 tysięczne miasto. Do ośrodka Milo trafiają imigranci bez dokumentów. Na mocy decyzji administracyjnej władze są uprawnione do ograniczenia ich wolności do półtora roku. To czas przeznaczony na identyfikację i procedurę wydalenia z kraju. Uchodźcy skazani są na wielomiesięczne oczekiwanie. Chyba, że wcześniej dadzą radę uciec. Zasady jakie panują w ośrodku przypominają bowiem więzienie o zaostrzonym rygorze.



Pobicia, zastraszenia, przeszukiwanie rzeczy osobistych. To codzienność mieszkańców tego miejsca. Wiele osób śpi na materacach. Większość spożywa posiłki siedząc na podłodze. Stołówka co prawda istnieje, ale pozostaje... zamknięta. Powodem jest strach władz ośrodka przed burdami z użyciem stołów, krzeseł, a nawet sztućców. Dostęp do podstawowych rzeczy osobistych jest utrudniony. Za potencjalnie niebezpieczne uznaje się nawet korki od butelek, ołówki czy długopisy. Te ostatnie mogą służyć nie tylko jako narzędzie ataku, ale i samookaleczenia. Na tak dramatyczne kroki decydują się ci, którzy nie znajdują innego sposobu na zamanifestowanie swojego nieszczęścia.

Półtora roku w uwięzieniu. 18 miesięcy oczekiwania często prowadzącego do aktów desperacji. W ośrodku stale zdarzają się ucieczki. Podczas prób forsowania wysokiego płotu uciekinierzy zatrzymywani są za pomocą armatek wodnych. Wybuchy zbiorowej agresji też nie należą do rzadkości. Strażnicy mówią, że ich celem nie jest zadawanie nikomu ran. Swoje działania tłumaczą strachem przed zdobyciem przewagi przez tłumy agresywnych mężczyzn.

Przymusowy pobyt w ośrodku dla nielegalnych imigrantów nie dotyczy tylko uciekinierów z krajów afrykańskich złapanych przez straż wybrzeżną na próbie nielegalnego dostania się na terytorium Unii Europejskiej. Wśród przebywających tam znajdują się osoby, które od wielu lat mieszkają we Włoszech. Dziennikarze Repubbliki rozmawiali z murarzem, który od 26 lat mieszka w Rzymie, ma polską żonę, a w ośrodku znalazł się z powodu przedawnienia się pozwolenia na pobyt stały. Jego przypadek wcale nie jest odosobniony. Niektórzy mówią: "Dla tego kraju już nie istniejemy".

Według Zygmunta Baumana modernizacja i postęp gospodarczy produkują "ludzi zbędnych", zmuszonych do emigracji z własnego kraju w poszukiwaniu szansy na pracę i godne życie. Film nakręcony z ukrycia telefonem komórkowym i opublikowany na stronie La Repubbliki daje głos tym, których słowa już w momencie przekroczenia granicy uznano za zbędne.
Trwa ładowanie komentarzy...